1 2 3 4 5 6 7 8 9 Epilog
Rajd Lajkonika - dwumiesięczna wyprawa ośmiu podróżników czterema Fiatami 126p w
odległe bezdroża Mongolii zakończyła się pełnym sukcesem. Wiatry i śniegi
szalejące pośród ałtajskich przełęczy zatarły już zapewne ślady dwunastocalowych
kółek pozostawione przez ekipę Rajdu, my jednak mimo wszystko zachęcamy Państwa
do zapoznania się ze sprawozdaniem z tej niecodziennej podróży w krainę jurt,
jaków i kumysu.
Rajd Lajkonika, czyli 4 Fiaty, 8 osób i 17,5 tysięcy kilometrów przygody.
Przygoda rozpoczęła się 03.08.2008 w Wieliczce - skąd pochodzi trzon ekipy
Rajdu. Po uroczystym starcie, w asyście mieszkańców miasta żegnających śmiałków,
załoga Rajdu ruszyła na wschód. Borykając się z licznymi przeciwnościami losu i
przeżywając po drodze mnóstwo przygód, o których poczytać mogą Państwo na
internetowej stronie wyprawy, po 56 dniach podróży ekipa Rajdu oraz ich maszyny
z powrotem stanęły na wielickiej ziemi.
Zdarzenia, które miały miejsce po drodze, a o których poczytać można min na
stronach wyprawy.onet.pl, oraz na www.dzicz.pl, na długo pozostaną w pamięci
uczestników Rajdu. Niniejszy tekst zawiera krótkie podsumowanie oraz wybrane
dane techniczne i liczbowe odnośnie Rajdu.
Pomysł wyprawy - przez wielu uważany za szalony i niebezpieczny - okazał się
całkiem możliwym do zrealizowania. Krainy, które przemierzała ekipa Rajdu niczym
nie przypominały pełnych bandytów i czyhających zagrożeń rejonów, jak to nie raz
próbowano członkom załogi przedstawić. Serdeczność i życzliwość spotykanych po
drodze ludzi szybko rozwiały panujące w członkach załogi a powszechnie
powtarzane mity i wyobrażenia o mieszkańcach wschodnich krain.
Choć problemów technicznych z pojazdami, które wybraliśmy było sporo to jednak
żaden z nich nie okazał się na tyle poważny by uniemożliwić dalszą jazdę. Ważną
kwestią było odpowiednie przygotowanie i wyposażenie maszyn. Stan techniczny
samochodów w chwili wyjazdu nie wiele odbiegał od stanu, w jakim opuszczały one
fabrykę. Niemal każdy podzespół, który dało się wymienić został wymieniony.
Oprócz wymiany elementów takich jak amortyzatory, wahacze, hamulce, łożyska -
wszystkie cztery silniki i skrzynie biegów przeszły gruntowny remont.
Pokonywanie trasy ułatwiły ponadto dodatki takie jak CB-radia, kubełkowe
siedzenia dla kierowców, bagażniki dachowe Thule, halogeny dachowe oraz
rewelacyjne żarówki firmy Bosma. Energooszczędne diody oraz wyjątkowo jasno
świecące żarówki halogenowe typu "extreme white" ułatwiły w znacznym stopniu
pokonywanie tej "ciemnej strony trasy", którą dodatkowo zarejestrowaliśmy dzięki
GPS-loggerom firmy Pentagram. ;-)
Główną zmorą, jeśli chodzi o stronę techniczną było kiepskie paliwo (w
najlepszym wypadku 92 oktany, a bywało i 76) i wieczna konieczność regulacji
zapłonu. Do tego dodać można częste zmiany filtrów paliwa i powietrza,
czyszczenie oraz wymianę świec zapłonowych oraz czyszczenie i regulacje gaźnika.
Do poważniejszych usterek, które po drodze się przytrafiły zaliczyć można
pęknięte dwa resory, upalony pierścień olejowy w jednym silniku, rozerwany
wahacz i zerwany rozrząd - czyli w zasadzie nic, co uniemożliwiłoby powrót
maluszków do kraju :-) Bywało i tak, że pewne odcinki w drodze powrotnej
pokonywane były na lawecie, pewne na lince holowniczej ale najważniejsze że
wszystkie cztery samochody wróciły do Polski i nadal jeżdżą!
Kilka faktów z trasy:
Czas trwania wyprawy: 56 dni
Ilość przebytych kilometrów: 17 500
Ilość przebitych kół: ponad 50
Ilość zatrzymań przez milicję: kto by to zliczył!
Ilość otrzymanych mandatów: 3
Ilość zapłaconych mandatów: 2
Ilość spalonej benzyny: przeszło 4 tysiące litrów
Ilość wypitego piwa: trochę mniej :-)
tekst: R.L.
|